sobota 16 luty 2019

Aktualne wydanie

Drodzy czytelnicy,
AMS 08 2018w branży nadchodzą nieuchronne zmiany. W związku z nowymi ograniczeniami emisji spalin spodziewany jest wzrost udziału w rynku samochodów hybrydowych i elektrycznych, które coraz częściej będą się pojawiać w nieautoryzowanych warsztatach.

 Czytaj więcej>>>

Rozmowa z Robertem Kierzkiem – prezesem Zarządu Inter Cars SA

W okresie tzw. transformacji powstawało wiele firm, którym obecnie wiedzie się różnie. Co Pana zdaniem zdecydowało o sukcesie Inter Cars?

kiezek-intNie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W prowadzeniu biznesu podejmuje się wiele decyzji i suma decyzji dobrych musi być większa od sumy decyzji nietrafionych. W Inter Cars suma decyzji słusznych była i jest większa. W przypadku naszej firmy nastąpiła kombinacja wielu czynników. Natomiast kluczem do sukcesu, przynajmniej na początkowym etapie, była praca założyciela Inter Cars – Krzysztofa Oleksowicza, który miał doskonałe wyczucie rynku i szczęście do ludzi. Potrafił natchnąć innych swoją wizją. Umiał też przewidzieć zmiany i nie tylko się do nich dostosowywał, ale co najważniejsze kreował rynkowe trendy. To dzięki niemu jesteśmy największą firmą w branży, numerem 1 w Polsce i numerem 5 w Europie.

Czy wejście na rynki zagraniczne można rozumieć jako możliwość działania na wypadek kryzysu na polskim rynku?
Na pewno wejście na rynki innych krajów było formą dywersyfikacji biznesu. Na tamtym etapie rozważaliśmy, jak nasz biznes powinien się rozwijać. Wtedy, a było to 11 lat temu, chodziło głównie o Czechy i Słowację. Pomógł nam też przypadek. Zgłosili się do nas ludzie gotowi za granicą przyjąć model biznesowy, według którego działał w Polsce Inter Cars. Zarząd podjął decyzję, że z tymi ludźmi będzie nam po drodze i powstały spółki ze stuprocentowym kapitałem Inter Cars. Co prawda, nieco wcześniej powstała Inter Cars Ukraina, ale ta spółka różnie się rozwijała i Inter Cars był udziałowcem tego biznesu. We wzajemnych relacjach pomogło zaufanie do ludzi. Żeby biznes się rozwijał, trzeba znaleźć odpowiednich ludzi, trzeba im zaufać i w odpowiednim momencie mieć pieniądze, gdyż bez nich biznesu zrobić się nie da.

A propos pieniędzy – czy wejście na Giełdę Papierów Wartościowych przyniosło Inter Cars oczekiwane korzyści?
Inter Cars pozyskał inwestora strategicznego parę lat wcześniej zanim wszedł na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Po kryzysie rosyjskim z lat 1997/98 większość firm z naszego sektora w Polsce bardzo boleśnie go odczuwało i my również. Mieliśmy pewne problemy finansowe i potrzebowaliśmy kapitału na rozwój. W związku z tym skorzystaliśmy z oferty funduszu, a giełda była jakby naturalną konsekwencją tamtej inwestycji. Inwestor Inter Cars zrealizował zyski, sprzedając swój pakiet akcji poprzez giełdę. Dzięki obecności na giełdzie łatwiej można było połączyć się w 2007 roku z drugą firmą giełdową – JC Auto. Działalność spółki giełdowej z zasady jest przejrzysta. Ta jawność, odnośnie wydawania środków finansowych bardzo pomaga w biznesie. Będąc spółką giełdową, też podlegamy ocenom. Giełda jest soczewką, przez którą firmę się ogląda i dzięki temu rośnie jej prestiż.

Inter Cars sprzedaje i regeneruje części, produkuje naczepy, sprzedaje motocykle i auta dostawcze, prowadzi szkolenia dla warsztatów. Czy Inter Cars stał się firmą wielobranżową?
Firma wielobranżowa – to mi się trochę staroświecko kojarzy. Geneza dokładania pozostałych biznesów w Inter Cars była bardzo prosta. Na początku oferowaliśmy części do samochodów osobowych, ale wielu z naszych dostawców miało także części do pojazdów użytkowych. Rozszerzyliśmy więc naszą ofertę o części do ciężarówek. Później wprowadziliśmy części do tuningu. W 1997 r. zaczęliśmy tworzyć sieć warsztatów Q-Service. Z naczepami było tak, że zgłosił się do nas pewien człowiek, który miał pomysł, jak Inter Cars mógłby zaopatrywać firmy produkujące naczepy. W tamtym czasie było sporo takich producentów. My mieliśmy części od dostawców, z których korzystali też producenci naczep. Po pewnym czasie patrząc na portfolio tych części stwierdziliśmy, że wyprodukowanie takiej naczepy nie jest szczególnie trudne i powstała spółka Feber. Podobnie było z regeneracją części. Jeden z naszych filiantów miał małą działalność regeneracyjną, którą chciał rozwijać. Odkupiliśmy ten biznes i dofinansowaliśmy – powstała spółka Lauber. I tak krok po kroku rozszerzamy zakres naszej działalności. Ostatnio powstał dział profesjonalnych szkoleń.
Biznes może rozwijać się wtedy, gdy dba się o środowisko, w którym ten biznes funkcjonuje. To tak jak z drzewem, jak się obetnie gałęzie to drzewo nie będzie rosło i po prostu uschnie. Zorganizowaliśmy więc program dla młodzieży Młode Kadry, wsparcie szkoleniowe dla warsztatów, a także wspomagamy serwisy w zakresie ochrony środowiska i zarządzania odpadami. Właścicielom pojazdów zaoferowaliśmy usługę Motointegrator.pl.

Filozofia Inter Cars zakłada, że klient, jest najważniejszy…
Tak, i zależy nam na tym, by druga strona też to tak odbierała. Wiele firm troszczy się wyłącznie o swój zysk. Oczywiście my też jesteśmy zainteresowani zyskiem, także niezależny warsztat musi zarabiać aby się rozwijać, Wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że każde ogniwo tego„łańcucha pokarmowego” musi zarabiać. Na koniec klient, który ma samochód, też musi gdzieś zarobić. Natomiast trzeba się zawsze liczyć z drugim człowiekiem i tę zasadę, udaje nam się realizować zarówno wewnątrz organizacji, jak i na zewnątrz. Traktujemy naszych klientów jak partnerów, a nie tylko jak płatników.
Celem zarządu jest dbałość o harmonijny rozwój Inter Cars w oparciu o partnerstwo rynkowe i dbanie o środowisko biznesowe, w którym funkcjonujemy. Chcemy być takim miejscem, w którym klient może znaleźć wszystko do prowadzenia swojego biznesu. Jest to zgodne z naszą strategią „one stop shop”, która oznacza, że w Inter Cars klient znajdzie wszystko czego potrzebuje pod jednym dachem.

Duże firmy mają kłopoty z szybkim przepływem informacji i podejmowaniem decyzji. Czy podział wielkiej firmy na mniejsze ułatwia przepływ informacji?
Inter Cars to obecnie ponad 170 filii w kraju, ponad 160 oddziałów za granicą, 12 rynków europejskich, firmy produkcyjne Lauber i Feber, ponad 6 tysięcy osób w organizacji. Można więc powiedzieć, że Inter Cars jest korporacją, ale staramy się zachowywać jak firma rodzinna, z relacjami poziomymi. Nie ma u nas takich sytuacji, że zarząd jest zamknięty dla pracowników. Nie zachowujemy się jak typowa korporacja i dzięki temu mamy, jako zarząd, szybki dostęp do wiedzy, która istnieje na wszystkich poziomach. W wielu przypadkach pozwala nam to szybciej podjąć pewne decyzje, bo szybciej dowiadujemy się o zaistniałych problemach. Natomiast na pewnym poziomie rozwoju firmy nie ma już szans, żeby całą firmą zarządzać na wszystkich szczeblach. Zarząd musi zaufać menedżerom i ten ruch ze strony Inter Cars został zrobiony wcześniej niż we wszystkich firmach konkurencyjnych. To delegowanie obowiązków istniało od samego początku istnienia spółki. Dołączyłem do firmy w 1992 r, gdy miała dwa lata, zdobyłem zaufanie i miałem dostęp do bardzo wielu ważnych informacji. Po 2-3 latach pracy wiele decyzji zależało ode mnie i nie musiałem wszystkiego konsultować z właścicielem, co w wielu dużych firmach jeszcze teraz funkcjonuje. Taka firma nie ma szans rozwoju. W Inter Cars ludziom się ufa i pozwala na dużą swobodę w działaniu. Oczywiście wielu z nas popełnia błędy, ale ważne jest aby była przewaga trafnych decyzji. Każda filia Inter Cars jest oddzielnym przedsiębiorstwem, podobnie logistyka i marketing są wydzielonymi firmami. Mimo często skomplikowanych powiązań, taki system zdaje egzamin również dlatego, że ludzie czują, że coś od nich zależy. Pracownicy nie są tylko robotami, wykonującymi rozkazy przychodzące„z góry”.

Jakie widzi Pan zagrożenia dla branży, mówi się o spadających marżach, sklepach internetowych?
Zagrożenia można podzielić na długofalowe i krótkofalowe. Długofalowym jest zmiana podejścia człowieka do samochodu, jako synonimu mobilności. Na razie samochód jest nadal synonimem mobilności, ale jest nim także Internet, przez który można się komunikować i nie wychodząc z domu, załatwić wiele spraw. Według amerykańskich badań, nastolatkom w USA samochody nie są do niczego potrzebne. Dla nich samochód to źródło kłopotów – trzeba go utrzymać i serwisować. Pojazd można zastąpić komunikacją zbiorową lub go wypożyczyć. W przyszłości funkcja samochodu dla indywidualnego użytkownika będzie się zmieniała, podobnie jak napęd pojazdu. Te długofalowe zagrożenia trzeba odpowiednio wcześnie diagnozować i znaleźć na nie receptę. Pewnym zagrożeniem dla niezależnych warsztatów są działania dilerów, którzy chcą utrzymać jak największą część rynku. Właścicielom starszych samochodów oferują tańsze usługi i części zamienne. Dawniej nowy samochód w okresie fabrycznej gwarancji był serwisowany u autoryzowanego dilera, a pojazd starszy w warsztacie niezależnym. Teraz nieautoryzowane warsztaty walczą o nowe samochody, przynajmniej w zakresie przeglądów czy części eksploatacyjnych. Natomiast dilerzy walczą o samochody starsze. Przewagą warsztatów niezależnych jest ich znaczna ilość, a dilerzy są zlokalizowani głównie w miastach i w dużych aglomeracjach ta rywalizacja na pewno będzie nabierała rumieńców.
Natomiast patrząc krótkofalowo, Internet raczej nie jest zagrożeniem. Internet zmienia rynek, pojawiają się nowi gracze, którzy próbują to narzędzie lepiej wykorzystać. Internet spowodował transparentność cen i dzięki niemu klient może sobie porównać ceny części czy usług. Internet może pomóc w biznesie, jeśli go dobrze wykorzystać. My uruchomiliśmy platformę Motointegrator. pl, tylko rynek musi do tego trochę dojrzeć.

Czy Motointegrator jest narzędziem w tej rywalizacji?
Uruchomiliśmy platformę Motointegrator.pl, dzięki której właściciel samochodu komunikuje się z warsztatem. Przy okazji ważna uwaga: Motointegrator nie jest kolejnym sklepem internetowym! Czym więc jest Motointegrator.pl? Warsztaty niezależne wciąż muszą walczyć o klienta, my chcemy tę walkę ułatwić. Pod logo Motointegrator.pl działa dziś 5000 warsztatów. Dzięki platformie właściciel samochodu może wyszukać odpowiadający mu warsztat, umówić się na przegląd lub naprawę wiedząc z góry, ile dana usługa będzie kosztować. Klient może też sam zamówić części, a my dostarczymy je do wybranego przez niego warsztatu. Trudno w paru słowach streścić wszystkie korzyści, jakie dla warsztatu daje przynależność do sieci. To temat na oddzielną rozmowę. Wierzymy, że Motointegrator podniesie prestiż warsztatów niezależnych, bo to, co te warsztaty wyróżnia, to jakość i terminowość świadczonych usług przy użyciu części zamiennych segmentu premium.

Czytają nas przedsiębiorcy, właściciele warsztatów. Jaką da im Pan radę na rozwój firmy?
Taka prosta rada, to przede wszystkim być uczciwym zarówno do swoich pracowników jak i klientów, bo to jest najważniejsze. Wydaje mi się, że w tej chwili bolączką niezależnych warsztatów jest to, że jedną miarą traktowane są firmy działające solidnie i firmy wręcz nieprofesjonalne. Wiele warsztatów świadczy usługi na poziomie nawet lepszym niż serwisy autoryzowane, bo zatrudniają lepszych mechaników i mają bogate doświadczenie oraz najnowszej generacji wyposażenie warsztatowe. Natomiast są też warsztaty niesolidne, które po prostu klientów oszukują. I to odium dotyka całą branżę warsztatów niezależnych, których jest blisko 20 tys. Wykorzystują to dilerzy, którzy mówią: u nas wszystko działa najlepiej, a u niezależnych jest szara sfera i pan Miecio w garażu tylko patrzy, jak oszukać klienta. W wielkiej rzeszy warsztatów są różni ludzie. Są tacy, którzy chcą pracować i niewyobrażalne jest oszukiwanie klienta i są tacy, którzy na tym budują swoją filozofię życiową. Natomiast, żeby się biznes rozwijał, trzeba zarabiać i inwestować. Nie trzeba narzekać, że podatki są za wysokie. Podatki wszyscy płacą, a mimo to, jedne warsztaty potrafią funkcjonować dobrze, a drugie nie potrafią. Trzeba przyglądać się warsztatom, które się rozwijają i wykorzystywać ich metody. Ważne są też inwestycje w ludzi, których trzeba wysyłać na szkolenia i inwestycje w nowoczesne wyposażenie warsztatowe. Nowoczesny warsztat powinien serwisować nowoczesne samochody, bo z napraw starych gratów na pewno zysku nie będzie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Ryszard Polit

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem